ŁEJERY

               

Wróć  • Rozmowa  • Wywiad

Strona autorska

Wróć

Patronka

Wróć


             
 

    strona 1/2  

Nie obrażam się na Boga - wywiad   (cz.1)

 

Pani Emilio, czy to prawda, że aby tworzyć dla dzieci, trzeba posiadać ich wrażliwość?

Wyjątkowym darem dla dorosłego jest posiadanie wrażliwości dziecka. Na pewno chciałabym taki dar posiadać, ale wątpię, czy go mam. Dzieci zawsze zaskakują mnie swoim postrzeganiem ludzi oraz świata. Można się od nich mnóstwo nauczyć. Myślę, że nauczanie i pisanie dla najmłodszych jest wsłuchiwaniem się w dzieci, jest także próbą rozmowy z nimi. Trzeba je po prostu traktować poważnie. Dziecko ma tak cenny i wartościowy świat, który niestety bardzo krótko w nim trwa, że roztrwonienie go jest według mnie grzechem. Józef Ratajczak powiedział kiedyś tak: pisanie dla dzieci to jest pisanie dziecku ukrytemu w sobie, temu, jakim było się kiedyś. Miałam w swoim życiu wyjątkowe szczęście trafiania na pięknych ludzi, którzy mojej wrażliwości nie zabijali, tylko ją rozwijali. O taką postawę zabiegam w swojej szkole. Dziecko powinno rozwijać się na miarę swoich możliwości, bo tak jest stworzone przez Pana Boga i takie jest potrzebne światu. Dziecko nie może zatracić poczucia własnej wartości. Zawsze uważałam, że dziecko ze szkoły po pierwsze musi wyjść zdrowe, pod drugie musi z niej wyjść tak samo dobre, jak do niej weszło, albo i lepsze, szkoła nie może go zdemoralizować czy też zranić, dopiero na końcu ma być mądrzejsze. Jeśli wartości te ustawimy odwrotnie, czyli poprzemy wyścig szczurów, to być może przyspieszymy cywilizacyjny rozwój świata, ale na pewno nie pomnożymy miłości.

Podobno bycie poetą to bardzo sympatyczny i przyjemny sposób na życie?

Jeżeli człowiek jest wrażliwy, to wówczas jest drażliwy, i drażni każdą osobę o szczególnej wrażliwości: zło, bezduszność, cynizm w traktowaniu jednych przez drugich oraz okropnie obezwładniającą zawiść. Jest też jeszcze jedna cecha ludzi wrażliwych, z którą, przyznam się szczerze, nie umiem sobie radzić - problem krzywdy. Są takie postawy i komentarze ludzi, które wciąż, nawet teraz w ciężkiej chorobie budzą moje poczucie krzywdy, choć trochę się wstydzę tego. Powinnam być bardziej odporna i dzielna. Mniej wrażliwa na to, jak ludzie mnie oceniają, bo przecież mają prawo do własnych ocen.

 

Kiedyś w hospicjum usłyszałam od bardzo ciężko chorej młodej kobiety: "moja choroba jest darem od Pana Boga, który dał mi czas na przewartościowanie mojego życia".

To prawda. Mojej rodzinie stale powtarzam: rakowi nie można dać nic więcej poza tym, co musi wziąć, ani jednej godziny, ani jednej minuty, ponieważ nie zasłużył na takie dary. Rzeczywiście rak jest chorobą błogosławioną, bo daje czas. Dostałam od mojej przyjaciółki Małgosi Musierowicz album, w którym miałam wpisywać wiersze pełne nadziei, ponieważ po biopsji mózgu miałam wyraźny paraliż prawej strony. Album oddałam do domu. Po dziesięciu dniach pozbierałam się i album wrócił do mnie. Zrobiłam z niego księgę gości, ale również wpisuję sobie do niego "teksty onkologiczne", które tutaj się rodzą. Autorkami bardzo wielu wpisów są moje nowe przyjaciółki, towarzyszki w cierpieniu, które piszą tak: "mój rak nauczył mnie, że to co ważne, wcale nie jest ważne, a co błahe, wcale nie jest błahe". Patrzę, co się wokół mnie dzieje i nie mogę się nadziwić, jaką moja choroba wywołała erupcję dobra, miłości i wzajemnej solidarności. Odbieram to właśnie jako niezwykły dar, za który jestem wdzięczna Bogu. Dzięki darowi, którym jest pisanie, zrobiło się w szpitalu ciepło i serdecznie, mogę nadal być pedagogiem, "domorosłym" psychologiem, bo jestem głęboko przekonana o tym, co mówię moim szpitalnym współtowarzyszom. A mówię bardzo proste słowa. Cieszmy się, bo wciąż żyjemy. Jeżeli płaczę podczas mojej choroby, to tylko z powodu wzruszenia, to są cudne łzy jak modlitwa dziękczynna. Dziękuję Bogu za to, że to jest moja choroba, a nie kogoś z moich najbliższych. Prof. Anna Świderkówna w swojej książce "Chodzić po wodzie" napisała tak: "Pan Bóg powołuje nas wtedy do siebie, kiedy nasza poczwarka przeistoczy się w motyla, i nikt nie odejdzie z tego świata w złym momencie, bo On wie, kiedy, to jest Jego decyzja". Czyli nie interesuje mnie już, kiedy odejdę z tego świata, to już nie jest moja sprawa, ale Jego. Ja mam swoje życie i mam je uczynić sensownym do samego końca. A jeśli trzeba będzie polec na krzyżu, to cóż, to też jest związane z naszym losem. Dlatego też w tekście, który poświęciłam ukochanemu mężowi, napisałam: "Nie obrażam się na Boga, jest na krzyżu obok mnie, umieranie to biologia, przecież wiesz". Pan Bóg jest przy mnie, przecież to nie jest tak, że choroba jest mi dana za karę. Dlatego nie zadaję sobie pytania - dlaczego ja?

 
 
     


 ℵ Strona startowa  ℵ Aktualności  ℵ Historia  ℵ Łejerska pedagogika  ℵ Opowieści filmowe  ℵ Dorobek artystyczny  ℵ Spektakle w metodycznym sosie  ℵ Wzbogacacze  ℵ Patronka  ℵ Nasza oferta  ℵ Kontakt  ℵ Lato z Łejerami  ℵ Kronika


kontakt

artystyczny Jerzy Hamerski
www admin
szkoła Łejery
im.Emilii Waśniowskiej